poniedziałek, 3 sierpnia 2009

29. Wszędzie dobrze vol.2

Po dzisiejszym dniu w pracy zdecydowałam, że jednak wszędzie dobrze, ale po pracy w domu najlepiej. Pare dokumentów do przetłumaczenia, a ja padam na twarz. Najfajniejsze jest jednak to, że założenie było takie: po pracy mam siłę na robienie kolczyków i zaległych kartek, uszycie paru rzeczy i tym podobne. Okazało się, że jednak siły nie mam.









Ciao!

niedziela, 2 sierpnia 2009

28. Wszędzie dobrze vol.1

Teoretycznie wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Praktycznie wszędzie dobrze, ale najlepiej nad morzem, jeśli jest ładna pogoda.

Właśnie wróciłam z wakacji i powoli odkurzam laptopa, sprawdzam co się działo przez dwa tygodnie w sieci (a działo się dużo, niby sezon ogórkowy, a wszędzie widzę coś nowego), zbieram się w sobie na miesiąc intensywnego tłumaczenia i handmejdowania

Ponieważ wakacje spędziłam na tzw. wygnaniu, czyli w bardzo, bardzo małej miejscowości bez deptaka, nie miałam okazji zaszaleć w zwiewnych sukienkach, kapeluszach, sandałkach i innych wynalazkach. Jak to 'na wsi' biegałam w legginsach, bluzach, dżinsach i bawełnianych, a nie jedwabnych spódnicach ;)





Ciao!

C.D.N.


poniedziałek, 20 lipca 2009

27. Szafiarski Przewodnik Turystyczny - Bydgoszcz

Z przyczyn radosnych i szęśliwych jestem nad morzem, a co za tym idzie, nie miałam ani chwili spokoju przed wyjazdem i nie zdążyłam obfotografować mojego kolejnego ulubionego i godnego polecenia i uwagi miejsca w Bydgoszczy, czyli LPKiW Myślęcinek

Jest to park miejski znajdujący się 5 km od centrum miasta. Zajmuje 830 ha, więc jest naprawdę olbrzymi. Jest tam ZOO, ogród botaniczny, park rozrywki dla dzieci, mnóstwo zbiorników wodnych (na których zimą można jeździć na łyżwach), stok narciarski, stadnina koni...

Ogród alpejski, czyli wiele kamieni, skał, strumyk górski, górskie rośliny i tak kamienista ścieżka, że bez traperów bywa ciężko


Zawody jeździeckie w Myślęcinku


Ogród botaniczny, czyli mnóstwo trawy i kwiatów, wszystkie z karteczkami z nazwami, bo tak naprawdę to nie zwykła trawa tylko Poa trivialis.

(zdjęcia pochodzą ze strony LPKiW)

A tak wyglądałam w zeszłym roku, gdy pierwszy raz wiosną pojechałam do Myślęcinka łapać kijanki.



Ciao!

piątek, 17 lipca 2009

26. Wicie!

Jutro z samego rana wyjeżdżam nad morze.
Będę tu:


czyli w pięknej, małej miejscowości o nazwie Wicie, nie ma tam właściwie nic, ale i tak mi się podoba. Chyba moje wewnętrzne ja jest anty-miastowe, bo wakacje potrzebuję spędzać z dala od samochodów, ulic i innych tego typu wynalazków.
Wracam za dwa tygodnie.
Ciao!

czwartek, 16 lipca 2009

25. Fimo czyli Polymer Clay

ponieważ praca zżera mi mnóstwo czasu, nie mam ani chwili na zrobienie nowych zdjęć szafowych. nie ma czego żałować, bo chodzę w spodniach i swetrach, mimo lata, bo szanowna Firma zainwestowała w klimę, więc w biurze mam 21stopni. a jak tylko chcę trochę podwyższyć temperaturę, w końcu mamy lato, to się robi krzyk, że spłoniemy z gorąca. ja rozumiem, że można nie lubić upałów, ale 22stopnie to nie piekło chyba?
reasumując, chodzę w swetrach i dlatego po przydługim wstępie będzie notka właściwa:

Fimo czyli Polymer Clay



to fantastyczna masa plastyczna, z której można zrobić dokładnie wszystko i jeszcze więcej. osobiście się do niej uśmiechnęłam, jak zaczęłam robić biżuterię i miałam dość szklanych koralików. okazało się, że fimo jest rewelacyjne, bo można w nim zarówno rzeźbić, można stosować technikę millefiori, można robić co dusza zapragnie.



minusem jest żarłoczność tej masy, bo po pierwsze jak się zacznie to nie można przestać, chce się więcej i więcej, a fimo do tanich nie należy, dlatego często kończy się na tym, że pomysł zostaje na papierze, bo nie mam jasnego żółtego czy perłowego czerwonego, a po drugie trzeba bardzo uważać, bo jako masa polimerowa fimo zżera niektóre rodzaje 'plastiku' w bardzo efektowny sposób. niestety po takiej przygodzie zarówno fimo, jak i opakowanie są do wyrzucenia.



Pracując z fimo trzeba uważać na kilka rzeczy:
-warto używać rękawiczek, ponieważ niektóre kolory farbują i robiąc białe koraliki, można po chwili mieć pastelowo zielone
-trzeba uważać na ciepło, w upały z fimo robi się tzw. paciaja i nie można zrobić nic, poza rzeźbą abstrakcyjną



-należy też uważać na zimno, bo zimne fimo (a jeśli do tego nie jest pierwszej świeżości) jest tak twarde, że po kilku godzinach pracy dosłownie bolą ręce (bo są wręcz posiniaczone)



-i przede wszystkim trzeba mieć otwarte oczy, na pomysły, bo inspiracja może być wszędzie, na otaczające nasz przedmioty, wałek do fimo to w moim przypadku butelka po tymbarku a nie profesjonalny ze sklepu i drogi jak diabli, faktura fimo to czarny piasek, zamiast noży do fimo można skorzystać ze skalpela lub żyletek itakdalej itypodobne :)

dlatego jeśli ktoś lubi takie zabawy to szczerze polecam. frajda i satysfakcja gwarantowane :)
a jeśli ktoś woli pooglądać, to zapraszam na flickr i do modnej

ciao!